Z GARBEM
SKARB
Nie
czekałeś dwie dekady,
Aż wyrosnę
z moich lal.
Różne
starsze wtedy baby
Prowadziłeś
w siną dal,
W której
ciebie porzucały
Na zwłokę
znużone grą;
W której
ty je porzucałeś
Za to, że
nie były mną.
Jesteś
moim skarbem z garbem
I
alkoholowym gardłem,
A ja twoim
skarbem z karbem,
W którym
trzymam cię, hazardem.
Jesteś
moim skarbem z garbem,
Abelardem
i Bogartem,
A ja twoim
Scotland Yardem
I dawnych
wzlotów lombardem.
Dzisiaj ty
jesteś po przejściach,
A ja w
przeddzień wszelkich przejść:
Macierzyństwa
i zamęścia,
Pieszczot
różnych – więc mnie pieść!
Ty
powracasz z długiej drogi,
W którą
jutro ruszę ja.
Zatem nie
broń mi, mój drogi,
Bym po śladach
Twoich szła.
Jesteś
moim skarbem z garbem,
Lecz
spojrzeniem ciągle hardem.
A ja na
zmysłów petardę
Czekam,
gdy opuścisz gardę.
Jesteś
moim skarbem z garbem,
Psem
bernardem, bodyguardem.
Ja –
spełnieniem. Po kokardę.
I
lekarstwem na pogardę.
Jesteś
moim skarbem z garbem
Męskiej
męskości standardem.
Ja twym
nadzwyczajnym fartem:
Po
obiedzie da musztardę...
Jesteś
moim skarbem z garbem,
Bardem,
Yale’em i Harvardem
Ja
adamaszkowym żakardem
Otulę tę
awangardę.
Komentarze
Prześlij komentarz